Czym jest CBDC? CYKL REPORTAŻY: „PIENIĄDZ PRZYSZŁOŚCI” REPORTAŻ 4
Cyfrowy złoty – czy Polska stworzy własną walutę przyszłości?
Europa przygotowuje cyfrowe euro. Chiny od lat eksperymentują z cyfrowym juanem. Dziesiątki banków centralnych na świecie badają własne cyfrowe waluty. Według najnowszego dostępnego globalnego badania Banku Rozrachunków Międzynarodowych aż 85 z 93 ankietowanych banków centralnych prowadziło w 2024 roku prace nad detalicznym CBDC, hurtowym CBDC albo obiema formami jednocześnie.
A Polska?
Mamy jeden z najbardziej rozwiniętych rynków płatności elektronicznych w Europie, popularną bankowość mobilną, płatności natychmiastowe i społeczeństwo przyzwyczajone do płacenia telefonem.
Czy kolejnym krokiem powinien więc być cyfrowy złoty?
Na razie odpowiedź Narodowego Banku Polskiego brzmi: nie ma decyzji o jego emisji.
Nie oznacza to jednak, że temat został zamknięty.
NBP analizuje rozwój CBDC w innych państwach i monitoruje zmieniające się otoczenie technologiczne. Bank zaznacza również, że jego obecne stanowisko może zostać zmodyfikowane, jeśli pojawią się czynniki krajowe lub międzynarodowe uzasadniające inne podejście.
Cyfrowy złoty pozostaje więc dziś bardziej strategiczną możliwością niż konkretnym projektem emisyjnym.
Ale świat finansów zmienia się tak szybko, że ta możliwość może pewnego dnia stać się koniecznością.
Czym właściwie byłby cyfrowy złoty?
Najprościej mówiąc, cyfrowy złoty byłby elektroniczną wersją pieniądza emitowanego bezpośrednio przez Narodowy Bank Polski.
Nie byłby kryptowalutą.
Nie byłby Bitcoinem.
Nie byłby stablecoinem prywatnej firmy.
Nie byłby również zwykłym saldem na rachunku bankowym.
Jeden cyfrowy złoty miałby odpowiadać jednemu tradycyjnemu złotemu.
1 cyfrowy PLN = 1 PLN.
Jego emitentem byłby NBP, podobnie jak w przypadku banknotów i monet.
Różnica polegałaby na formie.
Zamiast papierowego banknotu otrzymywalibyśmy cyfrową jednostkę przechowywaną w elektronicznym portfelu.
W zależności od konstrukcji systemu portfel taki mógłby funkcjonować:
w telefonie,
w aplikacji bankowej,
na karcie,
w zegarku,
albo na specjalnym urządzeniu pozwalającym płacić również bez dostępu do internetu.
Cyfrowy złoty byłby więc czymś w rodzaju elektronicznego banknotu państwowego.
Przecież złoty już jest cyfrowy
To pierwszy argument sceptyków.
I mają częściowo rację.
Ogromna część pieniędzy istnieje już dzisiaj tylko w systemach informatycznych.
Kiedy pracodawca przelewa nam wynagrodzenie na konto, nie przyjeżdża do banku ciężarówka z banknotami.
Na ekranie zmienia się zapis.
Kiedy płacimy kartą, również nie przekazujemy fizycznego pieniądza.
Dlaczego więc potrzebny byłby jeszcze cyfrowy złoty?
Ponieważ pieniądz na rachunku i pieniądz banku centralnego nie są dokładnie tym samym.
Środki na rachunku stanowią zobowiązanie banku komercyjnego wobec klienta.
Banknot jest natomiast zobowiązaniem banku centralnego.
CBDC przenosiłoby właśnie ten drugi rodzaj pieniądza do świata cyfrowego.
To subtelna różnica dla zwykłego użytkownika, ale ogromna różnica dla architektury systemu finansowego.
Polska nie śpieszy się z CBDC
NBP bada zagadnienie cyfrowego pieniądza banku centralnego od lat.
Bank analizował jego możliwe skutki prawne, technologiczne i ekonomiczne, ale nie zdecydował o rozpoczęciu emisji cyfrowego złotego.
W najnowszych ocenach funkcjonowania polskiego systemu płatniczego NBP nadal wskazuje, że monitoruje prace dotyczące CBDC prowadzone w innych jurysdykcjach.
To podejście można określić jako:
obserwować, analizować, ale nie wdrażać zbyt wcześnie.
I niekoniecznie jest to technologiczne zacofanie.
Cyfrowa waluta banku centralnego jest projektem tak głęboko ingerującym w system finansowy, że błędna konstrukcja może stworzyć problemy większe od tych, które miała rozwiązać.
Dlaczego Polska może nie potrzebować cyfrowego złotego już teraz?
Pierwszym powodem jest rozwinięty rynek płatności elektronicznych.
Polacy nie potrzebują CBDC po to, aby nauczyć się płacić cyfrowo.
Już to robią.
Mamy przelewy natychmiastowe, karty zbliżeniowe, bankowość mobilną, płatności telefonami i krajowe systemy płatnicze.
W państwach, gdzie duża część społeczeństwa nie posiada rachunku bankowego albo infrastruktura płatnicza jest słabo rozwinięta, CBDC może rozwiązywać konkretne problemy.
W Polsce korzyści musiałyby być bardziej subtelne.
Cyfrowy złoty musiałby zaoferować coś, czego obecne systemy nie potrafią zapewnić wystarczająco dobrze.
Na przykład:
większą odporność na awarie,
płatności offline,
niższe koszty,
większą niezależność państwa,
silniejszą ochronę prywatności,
albo możliwość działania w przyszłej tokenizowanej gospodarce.
Bez takiej przewagi powstaje uzasadnione pytanie:
po co budować kosztowną drugą infrastrukturę, skoro obecna działa?
Ale sytuacja może się bardzo szybko zmienić
To właśnie tutaj rozpoczyna się prawdziwa historia cyfrowego złotego.
NBP może dziś nie widzieć konieczności emisji CBDC.
Ale nie działa w próżni.
Jeżeli cyfrowe euro zostanie wprowadzone i zacznie być powszechnie używane, Polska znajdzie się obok ogromnego cyfrowego obszaru walutowego.
Polska nadal pozostaje państwem Unii Europejskiej poza strefą euro. Raport konwergencji EBC z czerwca 2026 roku potwierdza, że Polska nie uczestniczy obecnie w ERM II, a polskie prawo nadal nie jest w pełni zgodne z wymogami przyjęcia euro.
Oznacza to, że cyfrowe euro nie zastąpi automatycznie złotego.
Ale może zacząć funkcjonować obok niego.
A to może stworzyć zupełnie nowe warunki konkurencji walutowej.
Co jeżeli Polacy zaczną używać cyfrowego euro?
Wyobraźmy sobie sytuację za kilka lat.
Polak jedzie do Niemiec.
Nie wymienia pieniędzy.
Nie wyciąga karty.
Otwiera portfel cyfrowego euro i płaci bezpośrednio cyfrową walutą banku centralnego.
Wraca do Polski.
Jeżeli europejskie regulacje i porozumienia pozwolą mieszkańcom państw spoza strefy euro korzystać z takiego portfela, cyfrowe euro może również zacząć pojawiać się w części polskich transakcji.
W poprzednim reportażu pokazaliśmy, że projekt cyfrowego euro zakłada możliwość rozszerzenia usług również na użytkowników spoza strefy euro na podstawie odpowiednich zasad i porozumień.
Polska znalazłaby się wtedy w bardzo interesującej sytuacji.
Formalnie zachowalibyśmy złotego.
Ale technologicznie część społeczeństwa mogłaby zacząć korzystać z cyfrowego euro znacznie łatwiej niż obecnie.
To mogłoby zwiększyć presję na stworzenie cyfrowej wersji polskiej waluty.
Waluty będą konkurowały już nie tylko kursem
W XX wieku waluty konkurowały przede wszystkim stabilnością, inflacją, oprocentowaniem i zaufaniem do państwa.
W XXI wieku pojawia się kolejny element:
technologia.
Waluta, którą można przesłać w sekundę, wykorzystać w inteligentnym kontrakcie, przechowywać w bezpiecznym portfelu i używać w automatycznych systemach, może stać się bardziej atrakcyjna od waluty działającej wyłącznie w tradycyjnej infrastrukturze.
To oznacza, że przyszłe banki centralne będą konkurować także jakością technologii swojego pieniądza.
Bank Rozrachunków Międzynarodowych wskazuje, że jednym z powodów rozwijania CBDC jest właśnie konieczność utrzymania roli pieniądza banku centralnego w świecie, w którym rośnie znaczenie tokenizacji, stablecoinów i prywatnych aktywów cyfrowych.
Cyfrowy złoty może więc kiedyś okazać się potrzebny nie dlatego, że gotówka przestanie działać.
Może być potrzebny dlatego, że zmieni się cały ekosystem, w którym pieniądz funkcjonuje.
A co ze stablecoinami?
To kolejny element nacisku na banki centralne.
Stablecoiny to cyfrowe tokeny powiązane zazwyczaj z tradycyjną walutą, przede wszystkim dolarem.
Jeżeli w przyszłości handel internetowy, platformy sztucznej inteligencji, gry, tokenizowane aktywa i usługi maszynowe zaczną masowo korzystać ze stablecoinów, prywatne cyfrowe pieniądze mogą zdobyć dużą część rynku.
BIS zauważa, że ponad jedna trzecia badanych jurysdykcji przyspieszyła prace nad CBDC w odpowiedzi na rozwój stablecoinów i innych kryptoaktywów.
Dla Polski pytanie mogłoby więc brzmieć:
czy przyszła gospodarka cyfrowa będzie rozliczana w złotych…
czy w cyfrowych dolarach emitowanych przez prywatne firmy?
Jeżeli druga możliwość zaczęłaby dominować, stworzenie cyfrowego złotego mogłoby stać się elementem ochrony suwerenności monetarnej.
Cyfrowy złoty i sztuczna inteligencja
Największa zmiana może jednak nadejść nie ze świata banków, lecz ze świata AI.
Dzisiaj pieniądze wydają ludzie.
W przyszłości coraz częściej będą robiły to maszyny.
Samochód może sam zapłacić za ładowanie.
System AI zarządzający firmą może kupować moc obliczeniową.
Robot magazynowy może automatycznie zamawiać części.
Inteligentny dom może wybierać najtańszego dostawcę energii i samodzielnie dokonywać płatności.
W takim świecie pieniądz musi być dostępny dla oprogramowania równie łatwo jak dziś dla człowieka.
Nie oznacza to koniecznie, że CBDC będzie jedynym rozwiązaniem.
Ale cyfrowa waluta banku centralnego mogłaby stanowić bezpieczną warstwę rozliczeniową dla gospodarki maszynowej.
Tokenizacja zmienia zasady gry
Drugim ogromnym trendem jest tokenizacja.
Akcje, obligacje, nieruchomości, towary, prawa własności i inne aktywa mogą być reprezentowane przez cyfrowe tokeny.
Jeśli aktywa są cyfrowe, naturalnym rozwiązaniem staje się również cyfrowy pieniądz służący do ich rozliczania.
Wyobraźmy sobie zakup tokenizowanej obligacji.
Dzisiaj transakcja może przechodzić przez kilka instytucji i etapów rozliczenia.
W przyszłym systemie cyfrowy papier wartościowy i cyfrowy pieniądz mogą zostać wymienione w tej samej operacji.
Transakcja następuje natychmiast.
Aktywo przechodzi do kupującego dokładnie w chwili, gdy pieniądze przechodzą do sprzedającego.
To właśnie kierunek, który BIS określa jako jeden z potencjalnych fundamentów kolejnej generacji systemu monetarnego i finansowego.
Jeżeli tokenizacja stanie się standardem światowych finansów, Polska będzie musiała odpowiedzieć na pytanie, jaka forma złotego ma funkcjonować w takim środowisku.
Detaliczny czy hurtowy cyfrowy złoty?
To bardzo ważne rozróżnienie.
Gdy słyszymy „cyfrowy złoty”, wyobrażamy sobie zwykle aplikację w telefonie.
Ale Polska mogłaby kiedyś wybrać zupełnie inną drogę.
Detaliczny CBDC byłby przeznaczony dla każdego obywatela.
Hurtowy CBDC służyłby bankom i instytucjom finansowym do rozliczania dużych transakcji.
Globalny trend pokazuje, że właśnie hurtowe CBDC znajduje się obecnie w wielu państwach na bardziej zaawansowanym etapie badań niż detaliczne CBDC.
Możliwy jest więc scenariusz, w którym pierwszego „cyfrowego złotego” zwykły Polak nawet nie zobaczy.
Będzie działał głęboko w infrastrukturze finansowej, przyspieszając rozliczenia bankowe, tokenizowane papiery wartościowe lub transakcje międzynarodowe.
Czy cyfrowy złoty oznaczałby koniec gotówki?
Nie musi.
To jedno z najważniejszych rozróżnień w całej debacie.
NBP publicznie podkreśla znaczenie gotówki i wskazuje, że wspieranie płatności cyfrowych nie oznacza rezygnacji z fizycznego pieniądza. W publikacji dotyczącej roli złotego NBP określa gotówkę jako element dający użytkownikowi wolność wyboru.
Technologicznie nie ma żadnego powodu, dla którego banknoty, rachunki bankowe i CBDC nie mogłyby funkcjonować równolegle.
Cyfrowy złoty powinien więc być traktowany jako czwarta forma dostępu do pieniądza, obok:
gotówki,
rachunku bankowego,
obecnych płatności elektronicznych,
i przyszłego portfela CBDC.
Problem pojawiłby się dopiero wtedy, gdy cyfrowa forma zaczęłaby wypierać pozostałe metody nie poprzez wybór konsumentów, lecz poprzez regulacje.
Dlatego prawo do korzystania z gotówki może stać się jednym z najważniejszych tematów przyszłej debaty.
Prywatność – najtrudniejszy test dla cyfrowego złotego
Gdyby NBP kiedyś zdecydował się na emisję CBDC, prawdopodobnie najtrudniejszym problemem nie byłoby stworzenie aplikacji.
Byłoby nim przekonanie ludzi, że system nie stanie się narzędziem masowego monitorowania.
Gotówka pozwala przeprowadzić transakcję bez tworzenia centralnego cyfrowego zapisu.
Cyfrowy pieniądz może zostawić dane.
Dlatego przyszły projekt musiałby od samego początku odpowiedzieć na pytania:
Kto widzi transakcję?
Jak długo przechowywane są dane?
Czy NBP zna tożsamość użytkownika?
Czy bank komercyjny zna wszystkie szczegóły?
Czy państwo może uzyskać dostęp do historii płatności?
Czy możliwe będą anonimowe lub pseudonimowe płatności offline?
Kto będzie mógł zablokować portfel?
Bez jasnych odpowiedzi projekt spotka się z ogromną nieufnością.
Czy państwo mogłoby zablokować cyfrowe pieniądze?
Technicznie cyfrowy system może umożliwiać blokowanie środków.
Ale trzeba pamiętać, że również dzisiejsze rachunki bankowe mogą zostać objęte blokadą na podstawie określonych przepisów.
CBDC nie tworzy więc samej koncepcji blokady pieniędzy.
Zmienia natomiast jej technologiczną skalę.
Jeśli cała infrastruktura pieniądza znajduje się w systemie cyfrowym, decyzje mogą być wykonywane szybciej i bardziej automatycznie.
Dlatego przyszłe prawo powinno dokładnie określać:
kto,
na jakiej podstawie,
na jak długo,
i pod czyją kontrolą
może ograniczyć dostęp do cyfrowych środków.
W systemie pieniężnym technologia nigdy nie powinna zastępować procedury prawnej.
Programowalny złoty?
To jeszcze bardziej kontrowersyjna kwestia.
Wyobraźmy sobie świadczenie społeczne, które można wydać tylko na żywność.
Albo pieniądze ważne przez trzy miesiące.
Albo środki, których nie można użyć poza określonym regionem.
Technicznie można stworzyć takie rozwiązania.
Ale czy powinno się je nazywać pieniądzem?
Prawdziwy pieniądz powinien być wymienny.
Sto złotych powinno mieć taką samą wartość niezależnie od tego, kto je posiada.
Jeżeli różne jednostki pieniądza otrzymują różne ograniczenia, powstaje zupełnie inny instrument ekonomiczny.
Dlatego w przypadku przyszłego cyfrowego złotego należałoby bardzo dokładnie rozróżnić:
programowalny pieniądz
od
programowalnej płatności.
Automatyczna płatność za energię może być wygodna.
Państwowy zakaz wykorzystania własnych pieniędzy do określonego legalnego zakupu byłby czymś zupełnie innym.
Cyberbezpieczeństwo stanie się częścią bezpieczeństwa państwa
Banknot można sfałszować.
Cyfrową walutę można zaatakować.
Różnica polega na skali.
Atak na pojedynczy bank dotyczy jednej instytucji.
Atak na podstawową infrastrukturę cyfrowego pieniądza mógłby dotknąć całej gospodarki.
System musiałby więc być odporny na:
cyberataki,
sabotaż,
utratę łączności,
awarie energetyczne,
ataki na centra danych,
fałszywe urządzenia,
próby podwójnego wydania środków,
przejęcia portfeli,
kradzież tożsamości.
Cyfrowy złoty byłby nie tylko projektem finansowym.
Byłby infrastrukturą krytyczną państwa.
Co mogłoby skłonić NBP do zmiany stanowiska?
Sam NBP pozostawia taką możliwość otwartą. Jego stanowisko dotyczące emisji cyfrowego złotego może zostać zmodyfikowane, jeżeli pojawią się odpowiednie czynniki krajowe lub międzynarodowe.
Takim czynnikiem mogłoby być na przykład:
powszechne wdrożenie cyfrowego euro,
szybki rozwój stablecoinów,
spadek wykorzystania gotówki,
rozwój gospodarki tokenizowanej,
potrzeba nowego systemu płatności offline,
rosnąca rola płatności wykonywanych przez AI,
albo zmiana globalnego systemu rozliczeń międzynarodowych.
Wtedy pytanie mogłoby przestać brzmieć:
„Czy potrzebujemy cyfrowego złotego?”
i zacząć brzmieć:
„Czy możemy sobie pozwolić, żeby go nie mieć?”
Polska ma jedną dużą przewagę
Nie musi być pierwsza.
Może obserwować innych.
To niezwykle cenna pozycja.
Europa przetestuje cyfrowe euro.
Inne państwa pokażą, jakie problemy pojawiają się przy CBDC.
Banki centralne przetestują prywatność, cyberbezpieczeństwo, płatności offline i modele dystrybucji.
Polska może dzięki temu uniknąć części kosztownych błędów pionierów.
Technologia nie zawsze nagradza pierwszego.
Czasem wygrywa ten, kto obserwuje pierwszą generację, poprawia jej błędy i buduje drugą.
Ale zbyt długie czekanie również może być ryzykowne
Istnieje jednak druga strona tej strategii.
Infrastrukturę finansową buduje się latami.
Potrzebne są:
przepisy,
systemy informatyczne,
standardy bezpieczeństwa,
współpraca z bankami,
testy,
terminale,
portfele,
procedury awaryjne,
i edukacja użytkowników.
Jeżeli Polska zacznie działać dopiero wtedy, gdy cyfrowy pieniądz stanie się światowym standardem, może być już za późno na szybkie nadrobienie dystansu.
Dlatego nawet bez decyzji o emisji warto rozwijać wiedzę i technologie umożliwiające stworzenie CBDC w przyszłości.
Złoty 2.0?
Być może cyfrowy złoty nigdy nie powstanie.
Być może obecne systemy płatnicze okażą się wystarczające.
Być może przyszłość należeć będzie bardziej do tokenizowanych depozytów bankowych niż detalicznych CBDC.
Ale jest również możliwy inny scenariusz.
Za kilkanaście lat banknot, karta, rachunek i cyfrowy portfel będą tylko różnymi interfejsami prowadzącymi do tego samego systemu pieniężnego.
Człowiek zapłaci telefonem.
Samochód sam zapłaci ładowarce.
Firma AI rozliczy usługę z inną firmą AI.
Bank rozrachuje tokenizowaną obligację.
A wszystko może odbywać się w złotych.
Jeżeli Polska chce zachować silną własną walutę również w cyfrowej gospodarce przyszłości, musi obserwować nie tylko inflację i stopy procentowe.
Musi obserwować także technologię pieniądza.
Dzisiaj cyfrowy złoty jest możliwością.
Jutro może stać się wyborem strategicznym.
A pojutrze — być może koniecznością.
Najważniejsze jest jednak, aby w pogoni za nowoczesnością nie zapomnieć o podstawowej zasadzie:
technologia powinna służyć pieniądzowi, a pieniądz człowiekowi — nie odwrotnie.
W następnym reportażu:
CBDC, Bitcoin i stablecoiny – trzy waluty cyfrowe, trzy różne światy
#PieniądzPrzyszłości #CyfrowyZłoty #CBDC #PolskiZłoty #NBP #CyfrowaWaluta #CyfrowyPieniądz #FinTech #BankowośćCyfrowa #PłatnościCyfrowe #PłatnościOffline #Gotówka #Tokenizacja #Stablecoiny #Blockchain #SztucznaInteligencja #Cyberbezpieczeństwo #TechnologiePrzyszłości #GospodarkaCyfrowa #FutureJumpTechnology

Komentarze
Prześlij komentarz